Jeszcze nigdy nie było tak dobrze? Szczęście i dobrostan w XXI wieku
Wyobraź sobie, że losujesz moment narodzin jak w wielkiej globalnej loterii. Jeśli trafiasz na XXI wiek, twoje szanse na długie życie, dostęp do lekarza, szkoły, prądu, internetu i czystej wody są najwyższe w całej historii ludzkości. Statystycznie to jest najlepszy czas, żeby się urodzić. A jednak, gdy otwierasz newsy, łatwo masz wrażenie, że świat się właśnie wali.
I tu zaczyna się ciekawa historia: historia o tym, jak mierzymy szczęście w XXI wieku i dlaczego dane potrafią mówić coś zupełnie innego niż nasze codzienne lęki. Na Niesamowite Informacje (niesamowiteinformacje.pl) zbieramy liczby, które odzierają świat z mitów – zarówno tych katastroficznych, jak i tych przesadnie cukierkowych.
W tym tekście przyglądasz się razem ze mną temu, co naprawdę mówią kluczowe wskaźniki szczęścia. Z jednej strony mamy twarde fakty: spadek skrajnego ubóstwa, rekordową długość życia, masową edukację, większe niż kiedykolwiek możliwości rozwoju. Z drugiej – rosnące nierówności, kryzys klimatyczny, problemy ze zdrowiem psychicznym i poczucie, że mimo wszystko „coś tu nie gra”.
Kiedy badacze mówią o dobrostanie, nie pytają tylko: „Czy jesteś szczęśliwy?”. Patrzą na cały kokpit wskaźników – od dochodu i zdrowia, przez bezpieczeństwo, po to, jak sam oceniasz swoje życie. Tak powstają wskaźniki szczęścia, które próbują uchwycić zarówno to, co mierzalne (ile lat żyjesz, ile lat się uczysz), jak i to, co subiektywne (jak czujesz ten swój świat na skali od 0 do 10). Dopiero ten miks mówi coś sensownego o tym, jaki jest dzisiejszy poziom szczęścia w skali planety.
W kolejnych częściach rozbieramy tę tezę „jeszcze nigdy nie było tak dobrze” na czynniki pierwsze. Zobaczysz, w jakim sensie jest prawdziwa – jeśli spojrzysz na rozwój zdrowia, edukacji czy praw człowieka – i w jakim staje się niebezpiecznym uproszczeniem, gdy zapominasz o klimacie, samotności czy ludziach, których postęp po prostu ominął.
A na razie mam do ciebie jedno pytanie na start: gdy myślisz o swoim własnym szczęściu w XXI wieku, bardziej wierzysz liczbom, czy temu, co czujesz w środku? Ten tekst pomoże ci zobaczyć, jak jedno i drugie może się ze sobą kłócić – i dlaczego warto znać zarówno dane, jak i własną historię.
Jak mierzymy szczęście w XXI wieku?
Szczęście jako subiektywne zadowolenie z życia
Wyobraź sobie, że ktoś podchodzi do ciebie na ulicy i pyta: „Na skali od 0 do 10 – jak bardzo jesteś zadowolona/zadowolony ze swojego życia jako całości?”. Bez tłumaczeń, bez definicji. Po prostu: ile?
To właśnie jest sedno tego, co naukowcy nazywają subiektywnym poziomem szczęścia – albo bardziej technicznie: „subjective well-being”. Nie chodzi o to, czy dziś miałaś świetną kawę, czy pokłóciłeś się z szefem, tylko o ogólną ocenę swojego życia: pracy, relacji, zdrowia, poczucia sensu.
W badaniach, na których opiera się m.in. World Happiness Report, padają bardzo proste pytania, np.:
- „Wyobraź sobie drabinę od 0 do 10, gdzie 0 to najgorsze możliwe życie dla ciebie, a 10 – najlepsze możliwe. Na którym stopniu stoisz dziś?”
- „Jak oceniasz swoje życie jako całość?”
To pozornie banalne pytania tworzą mapę tego, jakie jest szczęście w XXI wieku widziane oczami samych ludzi.
Ważne: naukowcy odróżniają tu dwie rzeczy:
- krótkotrwałe emocje („dziś jestem wkurzony, zmęczona, zachwycona”),
- stabilniejsze poczucie zadowolenia z życia („generalnie moje życie ma sens / idzie w dobrą stronę”).
Kiedy mówimy o kluczowych wskaźnikach szczęścia, ta druga warstwa jest kluczowa. I choć brzmi to miękko i „nie-naukowo”, te odpowiedzi są zaskakująco stabilne: w dużych próbach, powtarzane rok po roku, silnie korelują z innymi wymiarami dobrostanu – zdrowiem, dochodem, relacjami.
Innymi słowy: jeśli miliony ludzi na świecie regularnie mówią, że ich życie to „3/10”, to nie jest tylko kwestia złego humoru. To sygnał, że coś w ich świecie naprawdę nie działa.
Obiektywne wskaźniki szczęścia i dobrostanu
Wyobraź sobie teraz, że szczęście to organizm, a naukowcy robią mu badania krwi. Subiektywna ocena życia to „jak się czuję”, ale do tego dochodzi cała bateria twardych pomiarów: puls, ciśnienie, wyniki badań.
W świecie danych tym „pulsem i ciśnieniem” są obiektywne wskaźniki dobrostanu. To one pozwalają sprawdzić, czy rozwój naprawdę przekłada się na lepsze życie, czy tylko ładnie wygląda w prezentacjach polityków. W praktyce mówimy o takich liczbach jak:
- dochód na mieszkańca (PKB per capita, skorygowany o siłę nabywczą),
- oczekiwana długość życia,
- śmiertelność dzieci,
- poziom edukacji i alfabetyzacji,
- bezpieczeństwo (wojny, przestępczość, przemoc),
- dostęp do wody, sanitariatów, elektryczności,
- prawa polityczne i obywatelskie.
To z tych danych powstają wielkie przeglądy na Our World in Data, w raportach ONZ, Banku Światowego czy UNDP. I to właśnie one leżą u podstaw tezy, że w skali całej planety XXI wiek jest epoką bezprecedensowego dobrostanu materialnego i zdrowotnego.
Kiedy słyszysz, że „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”, rzadko masz przed oczami konkretne wykresy. Ale za tym hasłem kryją się bardzo konkretne trendy:
- ludzie średnio żyją dłużej,
- rzadziej umierają w dzieciństwie,
- częściej potrafią czytać i pisać,
- mają większy dostęp do lekarza, szkoły, prądu.
To właśnie te twarde liczby – a nie tylko subiektywne odczucia – stoją za opowieścią o rekordowym poziomie szczęścia w skali globu.
Poziom szczęścia a rozwój – co mierzy World Happiness Report?
World Happiness Report to trochę jak coroczna lista przebojów poziomu szczęścia na świecie. Zamiast hitów muzycznych mamy kraje, a zamiast liczby odtworzeń – średnie odpowiedzi ludzi na pytania o zadowolenie z życia.
Mechanizm jest dość prosty:
- Instytut Gallupa zadaje ludziom w różnych krajach pytania o ocenę życia (ta słynna drabina 0–10).
- Badacze zbierają te dane i łączą je z innymi wskaźnikami, które opisują dobrostan:
- PKB per capita,
- oczekiwaną długość życia w zdrowiu,
- siłę wsparcia społecznego (czy masz kogoś, na kogo możesz liczyć),
- poczucie wolności w dokonywaniu życiowych wyborów,
- poziom zaufania i korupcji,
- hojność (np. skłonność do pomagania innym).
Efekt? Mapa świata, na której kraje nordyckie – Finlandia, Dania, Islandia, Norwegia, Szwecja – od lat okupują czołówkę. To tam szczęście w XXI wieku wypada najlepiej, gdy połączysz subiektywne odpowiedzi ludzi z obiektywnymi danymi o jakości życia.
Co nam to mówi o rozwoju? Że najwyższy poziom szczęścia nie pojawia się tam, gdzie jest tylko wysoki dochód. Potrzebny jest cały pakiet: dobre instytucje, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, relacje społeczne. To właśnie z tych elementów składają się wskaźniki szczęścia, które World Happiness Report analizuje rok po roku.
Raport nie jest idealny – ma swoje ograniczenia, o których za chwilę – ale daje spójny obraz: tam, gdzie rozwój jest szeroki (obejmuje zdrowie, edukację, instytucje), tam ludzie częściej mówią: „Moje życie to 7, 8, czasem 9 na 10”.
Kluczowe wskaźniki szczęścia – subiektywne i obiektywne razem
Spróbuj na chwilę wyobrazić sobie kokpit samolotu. Masz przed sobą dziesiątki zegarów: wysokość, prędkość, paliwo, kierunek, temperaturę. Gdybyś patrzyła tylko na jeden – powiedzmy na prędkość – naprawdę chciałabyś takim samolotem lecieć?
Tak samo jest z kluczowymi wskaźnikami szczęścia. Jeden miernik – np. sam dochód albo sama subiektywna ocena życia – nigdy nie wystarcza. Dlatego badacze łączą w jednym obrazie:
- to, jak ludzie czują swoje życie (subiektywny poziom szczęścia),
- z tym, w jakich warunkach faktycznie żyją (obiektywne wskaźniki dobrostanu).
Wyobraź sobie dwa kraje:
- Kraj A jest bardzo bogaty, ale poziom zaufania społecznego jest dramatycznie niski, korupcja wysoka, a ludzie czują, że system jest przeciwko nim.
- Kraj B jest umiarkowanie zamożny, ale ma silne więzi społeczne, relatywnie małe nierówności i poczucie, że „jesteśmy w tym razem”.
Gdy patrzysz tylko na PKB, Kraj A wygląda jak zwycięzca. Gdy dodasz subiektywne odpowiedzi i inne wskaźniki szczęścia – nagle okazuje się, że mieszkańcy Kraju B wcale nie są „gorsi” pod względem szczęścia, a czasem wręcz wypadają lepiej.
Dlatego, kiedy mówimy o szczęściu w XXI wieku, warto mieć przed oczami cały panel:
- dochód i ubóstwo,
- zdrowie i długość życia,
- edukację,
- bezpieczeństwo,
- prawa i wolność,
- relacje i zaufanie,
- subiektywną ocenę życia.
W kolejnych częściach przejdziemy po tym kokpicie krok po kroku. Zobaczysz, w których „zegarkach” wskazówka idzie mocno do góry (jak zdrowie i edukacja), a gdzie świeci się czerwone światełko ostrzegawcze (klimat, zdrowie psychiczne, nierówności).
Pułapki w mierzeniu szczęścia w XXI wieku
Brzmi pięknie: liczby, skale, wykresy, raporty. Ale zanim uznamy, że mamy idealny „termometr szczęścia”, warto się zatrzymać. Bo mierzenie czegoś tak złożonego jak ludzkie życie zawsze niesie ze sobą pułapki.
Pierwsza z nich to porównania społeczne. Wyobraź sobie, że zarabiasz więcej niż twoi rodzice, żyjesz dłużej, masz lepszy dostęp do edukacji – obiektywnie twój dobrostan jest wyższy. Ale codziennie scrollujesz media społecznościowe i widzisz ludzi, którzy mają jeszcze więcej, jeżdżą dalej, wyglądają „lepiej”. Na skali od 0 do 10 twoje poczucie szczęścia może spaść, choć obiektywnie twoje życie jest bez porównania łatwiejsze niż życie poprzednich pokoleń.
Druga pułapka to różnice kulturowe. W niektórych kulturach mówienie „u mnie jest super” uchodzi za przechwałki, w innych – za normę. Jedni są ostrożni w przyznawaniu wysokich ocen, inni rozdają „dziesiątki” bez większego problemu. To wszystko wpływa na odpowiedzi w ankietach i na to, jak odczytujemy wskaźniki szczęścia.
Trzecia sprawa to polityka i strach. W krajach autorytarnych ludzie mogą bać się szczerze odpowiedzieć na pytania o swoje życie i zaufanie do instytucji. W miejscach ogarniętych konfliktem brakuje danych albo są one mocno niepełne. Wtedy mapa szczęścia w XXI wieku ma białe plamy – miejsca, gdzie po prostu nie wiemy wystarczająco dużo.
I wreszcie: każda liczba jest uproszczeniem. Gdy mówimy, że „średni poziom szczęścia w jakimś kraju to 6,8”, to w tej jednej liczbie mieszczą się losy ludzi, którzy żyją w luksusie, i tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Średnia potrafi wygładzić dramaty.
Mimo tych ograniczeń, gdy patrzymy na długie linie trendów – dekady, a nie pojedyncze lata – obraz jest zaskakująco stabilny. Kluczowe wskaźniki szczęścia w wielu wymiarach idą w górę: zdrowie, edukacja, spadek skrajnego ubóstwa. Jednocześnie pojawiają się nowe pęknięcia: kryzys klimatyczny, problemy ze zdrowiem psychicznym, poczucie wykluczenia z rozwoju.
I właśnie dlatego warto znać zarówno siłę, jak i słabość tych pomiarów. Bo gdy w kolejnym nagłówku zobaczysz stwierdzenie, że „świat jeszcze nigdy nie był tak szczęśliwy”, dobrze jest wiedzieć, na jakich liczbach to stoi – i kogo ta statystyka może po drodze zgubić.
Rozwój i dobrostan: materialny fundament szczęścia w XXI wieku
Skrajne ubóstwo i wzrost dochodów – czy naprawdę „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”?
Dwieście lat temu większość ludzi na Ziemi żyje w warunkach, które dziś nazwałabyś katastrofą humanitarną: brak kanalizacji, częste głody, wysoka śmiertelność dzieci, brak dostępu do lekarza. To nie jest margines, to jest norma.
Kiedy dziś patrzysz na dane z Our World in Data, widzisz coś niemal niewyobrażalnego z perspektywy historii: udział ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie (poniżej progu rzędu 1,90–2,15 dolara dziennie w parytecie siły nabywczej) spada z ponad 80% ludzkości do poniżej 10% tuż przed pandemią. W skali globu setki milionów osób wychodzą z sytuacji, w której każdy dzień to walka o przetrwanie.
Ten próg – 1,90 czy 2,15 dolara – nie brzmi imponująco. W praktyce oznacza jednak minimalny poziom konsumpcji, przy którym można zaspokoić podstawowe potrzeby: kalorie, prosty dach nad głową, podstawową odzież. To nie jest życie „wygodne”, to jest życie „nie-głodowe”.
W XX i XXI wieku globalny PKB per capita rośnie wielokrotnie. Szczególnie spektakularna historia dzieje się w Azji: Chiny, Indie, wiele krajów Azji Południowo-Wschodniej notują gigantyczny skok dochodów. To tam rozwój gospodarczy przekłada się na masowe wyjście ze skrajnej biedy – i na realną poprawę dobrostanu.
Pandemia COVID-19 jest brutalnym przypomnieniem, że postęp nie jest liniowy. Po latach spadków skrajnego ubóstwa następuje chwilowy wzrost – miliony ludzi znów lądują poniżej progu minimum. Ale gdy patrzymy na dłuższą perspektywę, od połowy XX wieku do dziś, trend jest jasny: w sensie materialnym szczęście w XXI wieku stoi na barkach pokoleń, które krok po kroku wypychały ludzkość z nędzy.
Czy to znaczy, że „problem biedy” znika? Absolutnie nie. Ale oznacza, że jako gatunek po raz pierwszy w historii realnie zbliżamy się do świata, w którym skrajne ubóstwo jest wyjątkiem, a nie regułą.
Zdrowie, długość życia i wskaźniki szczęścia związane z przetrwaniem
Przez większość dziejów rodzice liczą się z tym, że część ich dzieci po prostu nie dożyje dorosłości. Śmierć w niemowlęctwie, choroby zakaźne, brak lekarza – to codzienność. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to jak opowieść z innej planety, ale dla poprzednich pokoleń to był standard.
Tymczasem w XXI wieku globalna oczekiwana długość życia przy urodzeniu przekracza 70 lat. Jeszcze w połowie XX wieku oscyluje w okolicach 45. W wielu krajach bogatych i średniozamożnych dożycie 80. urodzin przestaje być luksusem, a staje się czymś, co „po prostu się zdarza”, jeśli nie uderzy w nas ciężka choroba czy wypadek.
Równolegle spada śmiertelność dzieci poniżej 5. roku życia – z poziomów rzędu 20–25% w wielu krajach na początku XX wieku do kilku procent, a czasem ułamków procenta. Za tymi liczbami stoją bardzo konkretne zmiany:
- upowszechnienie szczepień,
- antybiotyki,
- lepsza higiena i dostęp do czystej wody,
- rozwój systemów ochrony zdrowia,
- wiedza medyczna, którą można szybko udostępnić dzięki globalnej sieci.
Te wskaźniki to fundament dobrostanu. Trudno mówić o wysokim poziomie szczęścia, gdy śmierć dziecka jest doświadczeniem obecnym w niemal każdej rodzinie, a średnia długość życia nie przekracza 40–50 lat.
Dlatego, gdy mówimy, że „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”, nie chodzi tylko o dochód czy gadżety. Chodzi o coś bardziej podstawowego: prawdopodobieństwo, że twoje dziecko przeżyje, że ty sam dożyjesz starości, że choroba, która 100 lat temu była wyrokiem, dziś jest uleczalna albo przynajmniej kontrolowana. To są kluczowe wskaźniki szczęścia, które nie krzyczą w nagłówkach, ale cicho zmieniają wszystko.
Edukacja, alfabetyzacja i rozwój kapitału ludzkiego
Umiejętność czytania to dziś coś jak system operacyjny człowieka. Bez niego możesz przeżyć, ale świat staje się dla ciebie zamknięty jak zaszyfrowany plik.
Na początku XX wieku większość ludzi na świecie nie potrafi czytać ani pisać. Dziś globalny poziom alfabetyzacji przekracza 80%. W wielu krajach podstawowa edukacja jest normą, a nie przywilejem. Dzieci spędzają w szkole więcej lat, a dostęp do wiedzy – choćby przez internet – jest szerszy niż kiedykolwiek.
To nie jest tylko „ładny dodatek” do dobrostanu. Edukacja ma długie macki:
- podnosi dochody i szanse na stabilną pracę,
- poprawia zdrowie (wyedukowani ludzie lepiej korzystają z systemu ochrony zdrowia, rozumieją profilaktykę),
- zwiększa uczestnictwo obywatelskie (wiesz, jak głosować, jak czytać prawo, jak się organizować),
- wzmacnia poczucie sprawczości – kluczowy składnik subiektywnego szczęścia.
Gdy myślimy o rozwoju w XXI wieku, coraz częściej mówimy nie tylko o fabrykach i drogach, ale właśnie o „kapitale ludzkim”: wiedzy, umiejętnościach, zdolności uczenia się przez całe życie. To on decyduje, czy ludzie potrafią wykorzystać szanse, które daje im świat – od nowych technologii po możliwość pracy z dowolnego miejsca.
I choć sama edukacja nie gwarantuje wysokiego poziomu szczęścia, to bez niej trudno zbudować trwały, szeroki dobrostan.
Rozwój a poziom szczęścia – gdzie krzywa się wypłaszcza?
Jest takie powiedzenie: „pieniądze szczęścia nie dają, ale bieda na pewno je odbiera”. Dane w dużej mierze to potwierdzają.
Kiedy jesteś na bardzo niskim poziomie dochodów, każdy dodatkowy krok w górę dramatycznie poprawia twoje życie:
- możesz kupić lepsze jedzenie,
- mieć dach, który nie przecieka,
- zapłacić za lekarza,
- wysłać dzieci do szkoły.
W tych warunkach poziom szczęścia rośnie razem z dochodem bardzo szybko. Ale w pewnym momencie krzywa zaczyna się wypłaszczać. Kolejne tysiące czy dziesiątki tysięcy na koncie nie robią już tak wielkiej różnicy dla twojej subiektywnej oceny życia.
W krajach bogatych ta zależność jest słabsza – choć wcale nie znika. Wciąż widać, że ludzie z wyższymi dochodami częściej oceniają swoje życie wyżej, ale na scenę wchodzą inne czynniki:
- zdrowie psychiczne,
- relacje,
- poczucie sensu i sprawiedliwości,
- nierówności.
Bo jeśli żyjesz w kraju, w którym ogólny dobrostan jest wysoki, ale jednocześnie widzisz gigantyczne różnice między „górą” a „dołem”, może się okazać, że średni poziom szczęścia w statystykach wygląda świetnie, a twoje indywidualne poczucie bycia „przegranym” mocno to psuje.
Dlatego, gdy mówimy o szczęściu w XXI wieku, nie wystarczy dodać kilka zer do PKB i uznać, że sprawa załatwiona. Rozwój materialny jest koniecznym fundamentem, ale nie wystarczającym warunkiem.
Prawa, demokracja i poczucie wolności jako wskaźniki szczęścia
Jest jeszcze jeden składnik koktajlu dobrostanu, który trudno złapać za pomocą samego portfela: wolność.
Historycznie rzecz biorąc, żyjemy w epoce, w której więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej ma formalne prawa obywatelskie:
- prawo wyborcze (w tym dla kobiet),
- zakaz niewolnictwa i pracy przymusowej,
- ochronę przed dyskryminacją (przynajmniej na papierze),
- możliwość organizowania się, protestowania, wyrażania opinii.
Od połowy XX wieku rośnie odsetek ludzi żyjących w krajach uznawanych za demokracje – choć w ostatnich latach obserwujemy niepokojące cofnięcia w części regionów.
W World Happiness Report poczucie wolności wyboru życiowego okazuje się jednym z ważnych predyktorów poziomu szczęścia. Ludzie, którzy mają wrażenie, że mogą decydować o swoim życiu – wybrać pracę, partnera, miejsce zamieszkania, styl życia – częściej oceniają je wyżej.
Wolność działa tu jak niewidzialny składnik koktajlu. Nie widzisz jej na co dzień tak wyraźnie, jak nowy telefon czy autostradę, ale gdy zaczyna jej brakować, dobrostan szybko się sypie: pojawia się lęk, poczucie bezsilności, rezygnacja.
Dlatego kluczowe wskaźniki szczęścia obejmują nie tylko dochód czy zdrowie, ale też:
- jakość instytucji,
- poziom korupcji,
- zakres praw obywatelskich,
- realną możliwość wpływu na własne życie.
To właśnie w tej przestrzeni rozwój staje się czymś więcej niż tylko wzrostem PKB – staje się budowaniem świata, w którym ludzie nie tylko dłużej żyją i więcej zarabiają, ale też mają poczucie, że to ich życie naprawdę należy do nich.
W kolejnej części przyjrzymy się temu, jak ten „najlepszy z dotychczasowych światów” radzi sobie z bezpieczeństwem, relacjami i ciemnymi stronami postępu – od samotności po kryzys klimatyczny. Bo opowieść o szczęściu w XXI wieku jest fascynująca właśnie dlatego, że łączy rekordowy dobrostan z zupełnie nowymi zagrożeniami.
Szczęście w XXI wieku: bezpieczeństwo, relacje i ciemne strony postępu
Wojny, przestępczość i długookresowe wskaźniki bezpieczeństwa
Otwierasz serwis informacyjny: wojna, zamach, katastrofa. Jeśli patrzysz tylko na nagłówki, masz wrażenie, że świat staje się coraz bardziej niebezpieczny. Tymczasem, kiedy wchodzisz w dane, obraz jest dużo mniej oczywisty – i znów zderza się to, co czujesz, z tym, co mówią twarde liczby.
Z perspektywy długiego trwania historii, XXI wiek to czas, w którym – w relacji do liczby ludności – ginie nas w wojnach dużo mniej niż w epoce I i II wojny światowej czy wcześniejszych konfliktów totalnych. Jeśli wyobrażasz sobie wykres, to po gigantycznych pikach pierwszej połowy XX stulecia linia opada i – mimo dramatycznych lokalnych wybuchów przemocy – utrzymuje się niżej.
To nie znaczy, że jest „bezpiecznie” dla wszystkich. Konflikty w Syrii, Jemenie, Sudanie, na Ukrainie, w Strefie Gazy czy w innych regionach to nie statystyka, tylko realne ludzkie piekło. Ale jako gatunek żyjemy w świecie, w którym większa część populacji nie doświadcza bezpośrednio wojny niż kiedykolwiek wcześniej. To ważny składnik globalnego dobrostanu – tej cichej, codziennej normalności, w której możesz planować przyszłość dalej niż na kilka dni do przodu.
Podobnie jest z przestępczością. W wielu krajach rozwiniętych wskaźniki zabójstw od lat 90. spadają. Nie wszędzie i nie zawsze, ale trend jest wyraźny: mniej morderstw na 100 tysięcy mieszkańców, lepsze systemy ratunkowe, medycyna ratująca ofiary przemocy, większa kontrola nad „zwykłym” ulicznym niebezpieczeństwem.
Dlaczego to wszystko ma znaczenie dla poziomu szczęścia? Bo trudno mówić o wysokim dobrostanie, gdy twoje życie jest ciągłą grą w unikanie kul. Poczucie fizycznego bezpieczeństwa to fundament, na którym dopiero możesz budować inne warstwy – relacje, rozwój zawodowy, plany na przyszłość.
Paradoks naszych czasów polega na tym, że choć wiele wskaźników szczęścia związanych z bezpieczeństwem obiektywnie się poprawia, algorytmy mediów społecznościowych i serwisów newsowych karmią nas obrazem świata w permanentnym kryzysie. To kolejny przykład, jak szczęście w XXI wieku rozdarte jest między tym, co mierzalne, a tym, co widzimy na ekranie.
Kapitał społeczny: zaufanie, wsparcie i relacje międzyludzkie
Zrób mały eksperyment myślowy: wyobraź sobie, że dziś wszystko ci się sypie – tracisz pracę, rozstajesz się z partnerem, łamiesz nogę. Do kogo dzwonisz jako pierwszego? Masz taką osobę? Dwie? Pięć?
To właśnie esencja kapitału społecznego. Dla badaczy kluczowe wskaźniki szczęścia to nie tylko konto w banku czy długość życia, ale też to, ile osób realnie stoi po twojej stronie, kiedy dzieje się coś trudnego.
World Happiness Report pokazuje to bardzo jasno: pytanie „Czy masz kogoś, na kogo możesz liczyć w razie kłopotów?” jest jednym z najsilniejszych predyktorów tego, jak ludzie oceniają swoje życie na skali 0–10. W krajach nordyckich, które od lat królują w rankingach, poziom szczęścia jest wysoki nie tylko dlatego, że są bogate, ale też dlatego, że łączą rozwój materialny z gęstą siecią zaufania i wsparcia.
Ten dobrostan ma bardzo ludzki wymiar:
- możesz liczyć na rodzinę,
- masz przyjaciół, którzy odbiorą telefon o 3 nad ranem,
- żyjesz w społeczeństwie, w którym ludzie w miarę sobie ufają – nie tylko w najbliższym kręgu, ale też na ulicy, w urzędzie, w szkole.
Jednocześnie XXI wiek przynosi ogromne zmiany w tym, jak te sieci wyglądają. Urbanizacja, migracje, praca zdalna, życie „na walizkach” – to wszystko potrafi przerzedzić nasze więzi. Możesz mieć setki znajomych w social mediach, a jednocześnie czuć, że nie masz nikogo „na serio”.
Z badań wynika, że tam, gdzie wskaźniki szczęścia związane z relacjami słabną – rośnie poczucie samotności, a wraz z nim problemy ze zdrowiem psychicznym. To kolejny obszar, w którym szczęście w XXI wieku bywa paradoksalne: żyjemy w najbardziej połączonym technologicznie świecie w historii, a jednocześnie coraz więcej osób czuje się odłączonych emocjonalnie.
Zdrowie psychiczne i samotność – wskaźniki szczęścia, które się psują
Nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu leków, terapeutów, aplikacji do medytacji, podcastów o samorozwoju – i jednocześnie tylu sygnałów, że coś się kruszy w naszym wnętrzu.
W wielu krajach rozwiniętych rośnie liczba diagnoz depresji, zaburzeń lękowych, prób samobójczych – szczególnie wśród młodych. Dane różnią się w zależności od metodologii, ale trend jest niepokojący: w świecie, w którym obiektywny dobrostan (dochody, zdrowie fizyczne, edukacja) jest rekordowo wysoki, coraz więcej osób mówi: „Nie radzę sobie”.
Co tu gra rolę?
- presja sukcesu: w kulturze „możesz wszystko” łatwo poczuć, że cokolwiek robisz, to za mało,
- media społecznościowe: niekończące się porównywanie swojego życia „od kuchni” z cudzym życiem „na Instagramie”,
- tempo zmian: praca, technologie, oczekiwania – wszystko zmienia się tak szybko, że trudno złapać stabilny punkt odniesienia,
- rozpad tradycyjnych struktur wsparcia (wielopokoleniowe rodziny, lokalne wspólnoty).
Tu bardzo wyraźnie widać, że kluczowe wskaźniki szczęścia muszą obejmować nie tylko to, jak długo żyjemy i ile zarabiamy, ale też to, jak radzimy sobie psychicznie. Poziom szczęścia mierzony subiektywnie potrafi nie iść w parze z rosnącym PKB czy spadającą śmiertelnością.
Czy to znaczy, że cała opowieść o tym, że „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”, jest fałszywa? Nie. To znaczy, że jest niepełna. Można jednocześnie żyć w obiektywnie najlepszym dotąd świecie i subiektywnie czuć, że ten świat nas przygniata. Szczęście w XXI wieku to właśnie ten rozdźwięk między danymi a doświadczeniem.
Nierówności, wykluczenie i „przegrani” rozwoju
Wyobraź sobie szklaną windę dobrobytu, która jedzie w górę przez wieżowiec ludzkości. Z każdym pokoleniem winda zatrzymuje się wyżej: więcej dóbr, lepsza medycyna, bardziej zaawansowane technologie. Jest tylko jeden problem: nie wszyscy do tej windy wsiadają.
Globalnie skrajne ubóstwo spada, ale w wielu krajach rosną nierówności dochodowe i majątkowe. Średnie wskaźniki mówią: „jest lepiej”, ale jeśli stoisz na parterze i patrzysz, jak inni wjeżdżają na 30. czy 50. piętro, twoje subiektywne szczęście może być dalekie od euforii.
W statystykach dobrostanu „gubią się” konkretne grupy:
- mieszkańcy slumsów w szybko rosnących megamiastach,
- część klasy średniej w krajach rozwiniętych, która ma wrażenie, że stoi w miejscu, podczas gdy elity bogacą się w zawrotnym tempie,
- pracownicy na niestabilnych umowach, w gig-ekonomii, bez realnych zabezpieczeń.
Dla nich rozwój bywa czymś, co dzieje się „gdzieś obok”. Widzą nowe biurowce, autostrady, aplikacje, ale ich własny poziom szczęścia jest podjadany przez lęk: „A co, jeśli jutro to wszystko stracę?”.
Badania pokazują, że subiektywne poczucie sprawiedliwości – to, czy masz wrażenie, że system jest choć w przybliżeniu fair – jest kluczowe dla dobrostanu. Możesz zarabiać więcej niż twoi dziadkowie, ale jeśli czujesz, że inni „grają w innej lidze” i że nie masz szans dogonić czołówki, twoja ocena życia wcale nie musi rosnąć.
Dlatego, gdy patrzysz na globalne wskaźniki szczęścia, musisz pamiętać, że średnie potrafią być okrutnie gładkie. Mówią: „świat się poprawia”, ale nie pokazują, kto dokładnie jedzie windą, a kto stoi na schodach awaryjnych i patrzy w górę.
Klimat, środowisko i przyszłe szczęście
Teraz wyobraź sobie inny obraz: budujemy coraz wygodniejszy dom, dokładamy kolejne pokoje, lepsze meble, szybsze Wi-Fi – a tymczasem fundament, na którym stoi ten dom, zaczyna pękać. To jest mniej więcej nasza sytuacja z klimatem.
XXI wiek to jednocześnie epoka rekordowego materialnego dobrostanu i narastającej gorączki planety:
- rosnące emisje CO₂ (mimo że w części krajów już spadają),
- topniejące lodowce,
- coraz częstsze fale upałów, susze, powodzie, pożary,
- utrata bioróżnorodności i degradacja ekosystemów.
Z perspektywy tu i teraz wielu z nas żyje „najlepiej” w historii. Ale z perspektywy naszych dzieci i wnuków pytanie brzmi: za jaką cenę? Czy nasze obecne szczęście w XXI wieku nie jest kredytem zaciąganym na przyszłość, który ktoś będzie musiał spłacić w postaci migracji klimatycznych, konfliktów o zasoby, strat materialnych i psychicznych?
Coraz częściej pojawia się pojęcie „dobrostanu międzypokoleniowego”. Chodzi o to, żeby rozwój nie był tylko chwilowym skokiem jakości życia jednego pokolenia, ale czymś, co można utrzymać w czasie. W tym sensie kluczowe wskaźniki szczęścia powinny obejmować nie tylko to, jak żyjemy dziś, ale też jak nasze decyzje wpływają na możliwość szczęśliwego życia tych, którzy dopiero się urodzą.
Do tego dochodzi jeszcze psychiczny wymiar kryzysu klimatycznego:
- lęk klimatyczny u młodych,
- poczucie bezradności wobec skali problemu,
- napięcie między „chcę żyć wygodnie teraz” a „nie chcę niszczyć przyszłości innych”.
To wszystko zaczyna wchodzić do rozmowy o poziomie szczęścia – także w krajach, które pod innymi względami są blisko ideału.
Ryzyka systemowe: pandemia, kryzysy finansowe, cyberzagrożenia
Świat XXI wieku jest jak gigantyczna, misternie spleciona sieć. Ta sieć daje nam niesamowite możliwości: możesz pracować z dowolnego miejsca, zamówić produkt z drugiego końca globu, w sekundę porozmawiać z kimś na innym kontynencie. Ale im bardziej skomplikowana sieć, tym więcej miejsc, w których może pęknąć.
Pandemia COVID-19 była brutalnym przypomnieniem, jak bardzo jesteśmy współzależni. Jeden wirus, kilka miesięcy i nagle:
- globalne łańcuchy dostaw się rwą,
- gospodarki się zatrzymują,
- systemy ochrony zdrowia stają na granicy wydolności,
- poziom szczęścia spada, bo ludzie boją się o zdrowie, pracę, przyszłość.
To tylko jedno z tzw. ryzyk systemowych. Inne to:
- kryzysy finansowe, które w kilka tygodni potrafią zjeść lata rozwoju,
- cyberataki na infrastrukturę (szpitale, sieci energetyczne, banki),
- dezinformacja, która rozmywa zaufanie do instytucji i do siebie nawzajem.
Te zjawiska trudno złapać w klasyczne wskaźniki szczęścia, ale ich wpływ na dobrostan jest ogromny. Uderzają nie tylko w nasze portfele, ale też w poczucie kontroli nad własnym życiem. A kiedy tracisz wrażenie, że masz jakikolwiek wpływ na to, co się z tobą dzieje, twój subiektywny poziom szczęścia bardzo szybko leci w dół.
Można powiedzieć, że szczęście w XXI wieku odbywa się na cienkim lodzie globalnych powiązań. Z zewnątrz wygląda stabilnie i pięknie, ale wiemy już, że jedna rysa potrafi zamienić go w sieć pęknięć.
Szczęście w XXI wieku a indywidualne strategie – co masz pod kontrolą?
Po tej całej „wielkiej historii” łatwo poczuć się jak mała kropka na wykresie. Globalne kluczowe wskaźniki szczęścia idą w górę albo w dół, politycy negocjują, korporacje inwestują, planeta się nagrzewa – a ty po prostu próbujesz przeżyć kolejny poniedziałek.
Czy w takim świecie w ogóle masz wpływ na własne szczęście? Badania sugerują, że tak – choć oczywiście w granicach, które wyznacza ci miejsce urodzenia, status materialny, zdrowie.
Z tego, co wiemy z psychologii i ekonomii szczęścia, wynika kilka powtarzających się wątków:
- Relacje: ludzie, którzy mają bliskie więzi – rodzinne, przyjacielskie, sąsiedzkie – deklarują wyższy poziom szczęścia niż ci, którzy są samotni, nawet przy podobnym poziomie dochodów.
- Sens i cel: praca (płatna lub nie), która ma dla ciebie znaczenie, podnosi dobrostan bardziej niż sama wysokość pensji.
- Ciało w ruchu: regularna aktywność fizyczna ma zaskakująco silny związek z oceną życia, porównywalny z niektórymi interwencjami farmakologicznymi przy łagodnych stanach depresyjnych.
- Równowaga: życie zdominowane przez pracę i ciągły wyścig często „zjada” zyski z wysokich zarobków, zostawiając cię z wypaleniem i poczuciem pustki.
Możesz więc potraktować „obiektywnie lepszy świat” jako zasób: dostęp do edukacji, terapii, wiedzy, narzędzi, które pomagają budować własny dobrostan. To, że żyjesz w epoce, w której medycyna ratuje więcej istnień, a informacja jest na wyciągnięcie ręki, nie gwarantuje ci szczęścia, ale daje ci większy margines manewru niż miałabyś/miałbyś sto lat temu.
Na Niesamowite Informacje (niesamowiteinformacje.pl) staramy się łączyć te dwie perspektywy: wielkie wykresy i bardzo ludzkie historie. Bo szczęście w XXI wieku to jednocześnie globalne trendy i twoje prywatne poranki, twoje relacje, twoje wybory.
I w tym wszystkim jest jedna ważna rzecz: choć na wiele rzeczy nie masz wpływu – nie zatrzymasz samodzielnie kryzysu klimatycznego ani nie odwołasz pandemii – wciąż możesz przesuwać własny poziom szczęścia o kilka oczek na tej słynnej drabinie. Czasem przez drobne decyzje: z kim spędzasz czas, co czytasz, jak dbasz o ciało i głowę, jakie narracje o świecie wpuszczasz do swojego życia.
To może nie brzmi spektakularnie w porównaniu z globalnymi wskaźnikami, ale dla ciebie – to jest cały świat.
Jak mierzymy szczęście w XXI wieku?
Szczęście jako subiektywne zadowolenie z życia
Wyobraź sobie, że ktoś podchodzi do ciebie na ulicy i pyta: „Na skali od 0 do 10 – jak bardzo jesteś zadowolona/zadowolony ze swojego życia jako całości?”. Bez definicji, bez wykładów, bez mądrych słów. Po prostu: ile?
Właśnie w tym jednym numerku zamyka się to, co naukowcy nazywają subiektywnym poziomem szczęścia. W badaniach nie chodzi o to, czy dziś wypiłaś świetną kawę albo czy szef miał dobry humor, tylko o ogólną, „życiową” ocenę: pracy, relacji, zdrowia, poczucia sensu.
Ankieterzy z Gallupa i innych instytucji zadają ludziom na całym świecie bardzo proste pytania, które tworzą mapę tego, jakie jest szczęście w XXI wieku widziane oczami zwykłych osób:
- „Wyobraź sobie drabinę od 0 do 10, gdzie 0 to najgorsze możliwe życie dla ciebie, a 10 – najlepsze możliwe. Na którym stopniu stoisz dziś?”
- „Jak oceniasz swoje życie jako całość?”
To wydaje się banalne, ale ten „numerek z głowy” jest jednym z najważniejszych wskaźników szczęścia. Badacze rozróżniają przy tym dwie warstwy:
- krótkotrwałe emocje – dzień jest dobry, zły, nijaki,
- stabilniejsze zadowolenie z życia – czy ogólnie masz poczucie, że twoje życie idzie w dobrą stronę.
Kiedy mówimy o kluczowych wskaźnikach szczęścia, to właśnie ta druga warstwa jest centralna. I choć brzmi miękko, bardzo „ludzko”, to w dużych próbach i powtarzanych pomiarach okazuje się zaskakująco stabilna i przewidywalna. Tam, gdzie ludzie masowo mówią „3/10”, zwykle naprawdę dzieje się coś głęboko nie tak: bieda, przemoc, brak nadziei.
Możesz to sprawdzić na sobie: gdybyś dziś miała/miał dać sobie ocenę – ile by to było? I co dokładnie ciągnie ten wynik w górę albo w dół? Właśnie tak, w skali od 0 do 10, zaczyna się naukowa opowieść o szczęściu.
Obiektywne wskaźniki szczęścia i dobrostanu
Teraz wyobraź sobie, że twoje życie to organizm, a naukowcy robią mu komplet badań: morfologię, EKG, ciśnienie. Twoja odpowiedź „7/10” to „tak się czuję”, ale za nią stoją parametry, które da się policzyć.
W świecie danych dobrostan ma właśnie takie „badania krwi”. To twarde, obiektywne miary, które mówią, jak się żyje ludziom w danym kraju – niezależnie od tego, co myślą o tym w danym dniu. Do najważniejszych należą:
- dochód na mieszkańca (PKB per capita, najlepiej liczony w parytecie siły nabywczej),
- oczekiwana długość życia,
- śmiertelność dzieci,
- poziom edukacji i alfabetyzacji,
- bezpieczeństwo (wojny, przestępczość, przemoc),
- dostęp do wody, sanitariatów, elektryczności,
- prawa polityczne i obywatelskie.
To z tych liczb powstają rozbudowane opracowania Our World in Data, raporty ONZ, Banku Światowego czy UNDP. Jeśli ktoś twierdzi, że w skali globu „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”, to opiera się właśnie na tym zestawie:
- ludzie średnio żyją dłużej,
- rzadziej umierają w dzieciństwie,
- częściej potrafią czytać i pisać,
- mają większy dostęp do lekarza, szkoły, prądu, internetu.
To jest materialny szkielet współczesnego rozwoju, na którym dopiero zawiesza się pytanie o poziom szczęścia. Bez tych twardych danych łatwo byłoby się oszukać – bo chwilowy nastrój czy lokalny kryzys potrafi przykryć fakt, że w długim horyzoncie warunki życia naprawdę się poprawiają.
Poziom szczęścia a rozwój – co mierzy World Happiness Report?
World Happiness Report to coś w rodzaju corocznej listy przebojów szczęścia w XXI wieku. Zamiast piosenek masz kraje, a zamiast wyświetleń – średnie odpowiedzi ludzi na pytania o życie.
Mechanizm jest prosty, ale potężny:
- Gallup pyta mieszkańców dziesiątek państw o ocenę ich życia (słynna drabina 0–10).
- Badacze łączą te odpowiedzi z zestawem obiektywnych danych, które opisują dobrostan:
- PKB per capita,
- oczekiwaną długość życia w zdrowiu,
- siłę wsparcia społecznego,
- poczucie wolności w dokonywaniu życiowych wyborów,
- poziom korupcji i zaufania,
- hojność (np. skłonność do pomagania innym).
Z tego miksu powstaje ranking, który co roku obiega media: znowu Finlandia, Dania, Islandia, Norwegia i Szwecja w czołówce. Kraje nordyckie to podręcznikowy przykład tego, jak wysoki poziom szczęścia wyrasta na połączeniu bogactwa, silnych instytucji, niskich nierówności i dużego zaufania społecznego.
To ważny sygnał: najwyższy poziom szczęścia nie pojawia się tam, gdzie jest tylko pieniądz. Potrzebny jest szerszy rozwój – obejmujący zdrowie, edukację, bezpieczeństwo, prawa i relacje społeczne. Dopiero razem tworzą one sensowne wskaźniki szczęścia, które mówią coś więcej niż sama kwota na koncie.
Raport nie jest idealny – nie łapie wszystkich niuansów kulturowych, ma braki danych w niektórych regionach – ale daje spójny, powtarzalny obraz trendów. I ten obraz mówi: tam, gdzie dobrostan jest szeroko rozumiany (nie tylko jako wzrost PKB), ludzie częściej mówią „7, 8 albo 9 na 10”.
Kluczowe wskaźniki szczęścia – subiektywne i obiektywne razem
Wyobraź sobie kokpit samolotu. Przed tobą dziesiątki zegarów: wysokość, prędkość, paliwo, kierunek, temperatura. Czy wsiadłabyś do maszyny, której pilot patrzy tylko na jeden wskaźnik – na przykład na prędkość?
Tak właśnie byłoby, gdybyśmy próbowali opowiedzieć o szczęściu w XXI wieku tylko jednym numerkiem – albo tylko subiektywną oceną życia, albo samym PKB. Dlatego naukowcy sklejają oba światy:
- to, jak ludzie czują swoje życie (subiektywny poziom szczęścia),
- z tym, w jakich warunkach naprawdę żyją (obiektywne kluczowe wskaźniki szczęścia: dochód, zdrowie, edukacja, prawa).
Wyobraź sobie dwa kraje:
- Kraj A jest bardzo bogaty, ale poziom zaufania społecznego jest dramatycznie niski, korupcja wysoka, a ludzie mają poczucie, że system jest przeciwko nim.
- Kraj B jest średnio zamożny, ale ma silne więzi społeczne, względnie małe nierówności i poczucie „jesteśmy w tym razem”.
Jeśli patrzysz tylko na pieniądze, Kraj A wygrywa. Jeśli spojrzysz na pełen panel wskaźników szczęścia – nagle okazuje się, że mieszkańcy Kraju B wcale nie są „biedniejsi” pod względem szczęścia, a czasem oceniają swoje życie wyżej.
Dlatego, kiedy mówimy o rozwoju i dobrostanie w skali globu, sens ma dopiero pełna deska rozdzielcza:
- dochód i ubóstwo,
- zdrowie i długość życia,
- edukacja,
- bezpieczeństwo,
- prawa i wolność,
- relacje i zaufanie,
- subiektywna ocena życia.
W kolejnych częściach tego artykułu przejdziemy po tych „zegarkach” jeden po drugim. Zobaczysz, gdzie szczęście w XXI wieku rzeczywiście bije historyczne rekordy, a gdzie na tablicy zapala się czerwone światełko ostrzegawcze.
Pułapki w mierzeniu szczęścia w XXI wieku
Zanim jednak zachwycimy się wykresami, warto zrobić krok w tył. Nie istnieje idealny termometr szczęścia – każdy pomiar ma swoje cienie.
Pierwsza pułapka to porównania społeczne. Możesz obiektywnie żyć lepiej niż twoi dziadkowie – mieć dłuższe życie, lepsze warunki mieszkaniowe, dostęp do edukacji – a mimo to czuć się „przegraną/przegranym”, bo na Instagramie widzisz ludzi, którzy mają jeszcze więcej, jeszcze dalej jeżdżą, jeszcze „lepiej” wyglądają. Wtedy twoje osobiste „4/10” wcale nie znaczy, że dobrostan obiektywnie się nie poprawił – tylko że twój punkt odniesienia wystrzelił w kosmos.
Druga pułapka to różnice kulturowe. W jednych krajach mówienie „u mnie jest super” jest naturalne, w innych – uchodzi za chwalenie się albo brak pokory. Jedni chętnie przyznają „9” czy „10”, inni zatrzymują się przy „6”, nawet jeśli obiektywne warunki życia są bardzo podobne. To wszystko wpływa na subiektywne wskaźniki szczęścia.
Trzecia pułapka to polityka i strach. W reżimach autorytarnych ludzie mogą bać się szczerze odpowiadać na pytania o zaufanie do instytucji czy ogólną ocenę życia. W krajach ogarniętych konfliktem często w ogóle brakuje wiarygodnych danych. Na mapie świata zostają białe plamy, a kluczowe wskaźniki szczęścia muszą być uzupełniane ostrożnymi szacunkami.
Wreszcie – każda „średnia” jest okrutnie wygładzająca. Gdy czytasz, że w jakimś kraju średni poziom szczęścia to 6,8, kryje się w tym i ktoś, kto żyje w luksusie, i ktoś, kto ledwo wiąże koniec z końcem. Statystyka potrafi zamienić dramat jednostki w niezauważalny ułamek.
Mimo to, gdy patrzymy na długie linie trendów, obraz jest zaskakująco spójny:
- w wielu wymiarach dobrostan rośnie (zdrowie, edukacja, spadek skrajnego ubóstwa),
- równocześnie pojawiają się nowe pęknięcia (kryzys klimatyczny, zdrowie psychiczne, nierówności).
I właśnie dlatego warto znać zarówno siłę, jak i słabość tych pomiarów. Bo zdanie „jeszcze nigdy nie było tak dobrze” może być jednocześnie prawdziwe, jeśli spojrzysz na globalne kluczowe wskaźniki szczęścia, i niebezpiecznie uproszczone, jeśli zapomnisz o tym, jak bardzo nierówno ten postęp rozkłada się między ludźmi i miejscami.
W następnej dużej części przejdziemy od miary do konkretu: zobaczysz, jak rozwój gospodarczy, zdrowotny i edukacyjny naprawdę zmienia codzienność – i gdzie szczęście w XXI wieku napotyka swój sufit.
FAQ – „Jeszcze nigdy nie było tak dobrze” a szczęście w XXI wieku
1. Czy naprawdę można powiedzieć, że „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”?
Tak – jeśli patrzysz na globalne średnie: skrajne ubóstwo, śmiertelność dzieci, analfabetyzm czy długość życia są dziś na historycznie najlepszych poziomach. To nie znaczy, że wszędzie i dla wszystkich jest dobrze, ale że przeciętnie ludzkość nigdy nie miała tak dobrych warunków życia.
2. Skąd wiemy, że ludzie są dziś „szczęśliwsi”?
Opieramy się na badaniach subiektywnego zadowolenia z życia (np. World Happiness Report) oraz na obiektywnych wskaźnikach jakości życia: zdrowiu, dochodach, edukacji, bezpieczeństwie. Kiedy te wskaźniki rosną, zwykle rośnie też deklarowane zadowolenie z życia.
3. Czym różni się „szczęście” od „dobrobytu” w badaniach?
„Szczęście” to głównie subiektywne poczucie zadowolenia z życia, mierzone odpowiedziami ludzi na pytania ankietowe. „Dobrobyt” (well-being) to szerzej: obejmuje zdrowie, dochody, edukację, prawa, bezpieczeństwo – czyli to, co można zmierzyć niezależnie od deklaracji.
4. Czy spadek skrajnego ubóstwa naprawdę jest aż tak duży?
Tak. W ciągu około 200 lat udział ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie spada z ponad 80% do poniżej 10% (przed pandemią COVID-19). To jedna z największych cichych rewolucji w historii ludzkości.
5. Jak zmieniła się długość życia w XXI wieku?
Globalnie oczekiwana długość życia wzrasta do ponad 70 lat, podczas gdy jeszcze w połowie XX wieku wynosi około 45 lat. To efekt szczepień, antybiotyków, poprawy higieny, wody pitnej i systemów ochrony zdrowia.
6. Co z edukacją – czy naprawdę większość ludzi umie czytać i pisać?
Tak. Poziom alfabetyzacji rośnie z ok. 20% populacji w 1900 roku do ponad 80% dziś. Edukacja podstawowa jest normą w wielu krajach, a lata nauki przeciętnego człowieka znacząco rosną.
7. Czy świat jest dziś bezpieczniejszy niż kiedyś?
Jeśli patrzymy na odsetek ludzi ginących w wojnach i poziom zabójstw w wielu krajach, to tak – jest bezpieczniej niż np. w czasie wojen światowych czy w wielu epokach historycznych. Ale lokalne konflikty (np. Ukraina, Syria) nadal powodują ogromne cierpienie.
8. Dlaczego kraje nordyckie tak często wygrywają rankingi szczęścia?
Łączą wysoki dochód na mieszkańca z silnymi sieciami wsparcia społecznego, zaufaniem do instytucji, niską korupcją, dobrym systemem zdrowia i edukacji oraz poczuciem wolności. Ten „pakiet” sprzyja wysokiemu zadowoleniu z życia.
9. Czy pieniądze dają szczęście?
Do pewnego poziomu – tak. W krajach bardzo biednych wzrost dochodu wyraźnie poprawia zadowolenie z życia. Powyżej pewnego progu efekt słabnie, a coraz większą rolę grają relacje, zdrowie, poczucie sensu, bezpieczeństwo i jakość instytucji.
10. Skoro jest tak dobrze, dlaczego tyle mówi się o kryzysie zdrowia psychicznego?
Bo równolegle do poprawy warunków materialnych w wielu krajach rozwiniętych rosną problemy z depresją, lękiem i samotnością, zwłaszcza wśród młodych. Media społecznościowe, presja sukcesu, tempo życia – to wszystko wpływa na psychikę, której nie „leczy” sam wzrost PKB.
11. Jak w ten obraz wpisuje się kryzys klimatyczny?
To główne „ale” wobec tezy, że „jeszcze nigdy nie było tak dobrze”. Dzisiejszy dobrobyt materialny w dużej mierze opiera się na eksploatacji środowiska. Emisje CO₂, utrata bioróżnorodności i degradacja ekosystemów tworzą ryzyko, że przyszłe pokolenia mogą mieć gorzej niż my.
12. Czy nierówności nie psują tego „rekordu szczęścia”?
W wielu krajach tak. Choć skrajne ubóstwo spada, różnice majątkowe i dochodowe rosną. To wpływa na poczucie sprawiedliwości, spójność społeczną i subiektywne szczęście – zwłaszcza gdy ludzie na co dzień widzą, jak bogaci oddalają się od reszty.
13. Czy wszystkie regiony świata korzystają z tego postępu tak samo?
Nie. Największe skoki w wyjściu z ubóstwa i wzroście dochodów dotyczą głównie Azji (Chiny, Indie, Azja Południowo-Wschodnia). Część krajów Afryki Subsaharyjskiej, regiony objęte konfliktami czy upadkiem instytucji wciąż zostają w tyle.
14. Jak mierzy się „szczęście” w World Happiness Report?
Poprzez odpowiedź na pytanie typu: „Na skali 0–10, jak bardzo jesteś zadowolona/zadowolony ze swojego życia jako całości?”. Do analizy włącza się też dane o PKB per capita, zdrowiu, wsparciu społecznym, wolności, zaufaniu i hojności.
15. Czy to, że jest „najlepiej w historii”, znaczy, że nie warto narzekać?
Nie. To raczej zaproszenie do dwóch rzeczy naraz: docenienia ogromnego postępu (np. spadku śmiertelności dzieci) i poważnego potraktowania problemów, które mamy dziś – od zdrowia psychicznego, przez nierówności, po klimat.
16. Jak ja, jako jednostka, mogę korzystać z tej wiedzy?
Po pierwsze, możesz inaczej spojrzeć na swój własny punkt odniesienia – docenić to, co jest „niewidzialnym luksusem” (bezpieczna woda, antybiotyki, szkoła). Po drugie, możesz bardziej świadomie angażować się w rozwiązywanie problemów kolejnej generacji: wspierać edukację, zdrowie psychiczne, działania klimatyczne.
17. Gdzie mogę znaleźć więcej danych i wykresów?
Świetnym punktem startu jest Our World in Data – sekcje o jakości życia, zdrowiu, ubóstwie i klimacie. W polskim internecie znajdziesz też coraz więcej opracowań popularnonaukowych – np. serwisy typu Niesamowite Informacje (niesamowiteinformacje.pl), które popularyzują takie dane w przystępnej formie.
18. Czy można jednocześnie wierzyć w postęp i być krytycznym?
Tak, a wręcz warto. Świadomość, że jako ludzkość robimy ogromny postęp, nie wyklucza krytycznego myślenia o jego kosztach i ciemnych stronach. Dojrzała postawa to: „jest historycznie najlepiej – i właśnie dlatego mamy obowiązek, żeby tego nie zepsuć”.
